Subscribe:

niedziela, 19 czerwca 2011

Zabawa :)

Zaproszenie do ciekawej zabawy blogowej otrzymałam od monis1900 i sujeczki (serdecznie dziękuję!), z którą mam sporo wspólnego, o czym przekonacie się poniżej ;)

1. No dobra, to zaczynam ;P Nazywam się Ania, mam 18 lat(11 września 19) i jestem poniekąd nietypowym osobnikiem, gdyż łącze w sobie trochę dziewczęcych i chłopięcych cech – zapewne dlatego, że miałam być osobnikiem płci męskiej ;D Zanim napiszę coś więcej o mnie i moich zainteresowaniach, to zdradzę Wam jeszcze, że jestem dość wysoką osobą – mierzę 171/172 cm oraz raczej należę do szczupłych ludzi – ważę 55 kg. Przybliżę Wam również odrobinkę mój wygląd – mam niebieskie oczy, obecnie ciemnobrązowe włosy (kiedyś byłam blondynką, a teraz, to już sama nie wiem, jaki jest mój naturalny kolor włosów), bladą karnację ala wampir – niezbyt lubię się opalać, ale nawet jak to robię, to ciężko mi to idzie ;P

2. Po pierwsze kocham czytać, co pewnie zresztą zauważyliście ;) Uwielbiam przede wszystkim fantastykę i paranormal romance, ale innymi gatunkami też nie gardzę, m.in. dobrym kryminałem czy powieścią historyczną.

3. Lubię również pisać wiersze oraz recenzje, ale muszę przyznać, że czasem wena mnie opuszcza i ciężką mi skleić zdanie do zdania – właśnie w takich momentach szukam inspiracji w innych rzeczach, np. oglądam jakimś film, serial czy po prostu wychodzę na świeże powietrze i obserwuję naturę. Przyznam się również do tego, że mam problem z przecinkami oraz innymi znakami interpunkcyjnymi, ale staram się jak mogę i próbuje rozwijać moje zdolności na tym polu ;)

4. Oprócz czytania, z wielkim zapałem oglądam różne filmy i seriale. Do moich ulubionych dzieł filmowych zalicza się m.in. Incepcja, Władca Pierścieni, Ojciec Chrzestny, Sherlock Holmes, Seria Szybcy i Wściekli, Harry Potter (nie będę pisać więcej, bo jest tego bardzo dużo); natomiast seriale, które oglądam z wypiekami na twarzy, to: Nikita, Pamiętniki Wampirów, Plotkara, Przygody Merlina, Pretty Little Liars, Dr House, 90210, Hellcats  (kiedyś uwielbiałam oglądałam Buffy Postrach Wampirów, Anioła Ciemności, Herosów czy też Życie na fali i Pogodę na miłość).

5. Skoro już jestem przy telewizji, to lubię oglądać mecze piłki nożnej i formułę 1(nie widzę nic dziwnego w tym, że jeździ się w kółko; poza tym, co to za prędkość ;>). Jako wielka fanka Real’u Madryt nie przegapiam żadnego starcia, które jest transmitowane w TV ;D Może wydać się Wam to dziwne, ale sama lubię pograć w piłkę, co zresztą od czasu robię z koleżankami. Jak już wcześniej wspomniałam jestem dość nietypowa, bo ogólnie lubię uprawiać sport – biegać czy w coś grać, ale na wf w szkole nie lubiłam ćwiczyć( na cale szczęście liceum już za mną).

6. No dobra, przyznam się do tego, że czasem(:P) oglądam kreskówki i inne bajki. Ostatnio mam fazę na Pingwiny z Madagaskaru i… Czarodziejkę z księżyca ! No cóż, mam wielki sentyment do tego anime/mangi ;) Czy Wy również śmialiście się do łez z min Bunny/Usagi ? ;D

7. Jak każde dziecko snułam plany na temat swojej przyszłości – kim to ja będę, a kim nie ;P Miałam dwa takie skryte marzenia, albowiem chciałam być archeologiem lub aktorką ;D Niestety musiałam z tego zrezygnować, bo życie jest okrutne – brak dobrych perspektyw pracy w danym zawodzie oraz nie umiem śpiewać albo ujmę to inaczej – wstydzę się śpiewać przy innych, mam tak jakby jakąś blokadę, co jest trochę dziwne ,bo klauna na scenie mogę z siebie zrobić bez żadnego problemu.

8. Bardzo fascynuje mnie Starożytny Egipt – m.in. dlatego chciałam być archeologiem. Te wierzenia, hieroglify, kultura Egipcjan są niezwykle intrygujące ;) Kiedy mam chwilę wolnego czasu, to szukam różnych rzeczy związanych z moim zainteresowaniem – czy to jakiejś książki, czy  też ciekawego artykułu w internecie.

9. Bardzo chciałabym w przyszłości nauczyć się płynnie mówić po hiszpańsku i rozwinąć moją znajomość języka angielskiego do perfekcji, ponieważ jednym z moich marzeń jest mieszkać za granicą i móc czytać książki w oryginale. Najchętniej osiedliłabym się w hiszpańskojęzycznym kraju – Hiszpanii, Meksyku lub Argentynie. To moje marzenie powiązane jest z obecnymi planami dotyczącymi mojej przyszłej kariery zawodowej, gdyż chcę pracować w jakieś organizacji międzynarodowej lub firmie, która działa na arenie światowej, choć przyznam, że na pierwszym miejscu marzy mi się praca w ambasadzie – co prawda nie wiem dokładnie, z wszystkimi szczegółami, na czym polega praca ambasadora, ale bardzo mnie to interesuje. Z braku laku mogłabym być tłumaczem lub dziennikarzem, no ewentualnie historykiem ;)

10. Hmm… napiszę teraz trochę rzeczy o mojej osobowości ;D Zazwyczaj jestem odpowiedzialna, ambitna,  nienawidzę się spóźniać i gdy ktoś się spóźnia – myślę, że  będzie dobry ze mnie pracownik; Lecz czasem, troszkę, mi odbija, ale w pozytywnym (chyba) sensie – moi znajomi wiedzą o co chodzi – są dni, że nie potrafię przestać mówić i  nawijam cały czas, są również takie chwile, że robię coś głupiego i szalonego  ;D Jestem także uparta i bronię swojego zdania – irytują mnie osoby, które go nie mają, bowiem są takie bez wyrazu;  Poza tym lubię dominować, ale bez przesady, nie jestem jakimś tyranem. Teraz napiszę, o mojej największej wadzie  – jestem leniem do potęgi ‘n’ ! Mój pokój zazwyczaj wygląda tak, jakby niedawno przeszło  przez niego tornado  i porozrzucało ubrania po całym pomieszczeniu,  ale jednego nie można mi zarzucić – że nie dbam o książki ! Nie cierpię zagiętych rogów, poplamionych kartek, powyginanych grzbietów. Rzadko, kiedy pożyczam moje cudeńka, gdyż ktoś mi kiedyś zniszczył książkę i doprowadził niemal do łez. Można powiedzieć, że niezły ze mnie bałaganiarz , ale również i pedant książkowy ;P

11. Od jakiegoś roku mam wstręt do czerwonego mięsa, a ostatnio nawet kurczak mi zbrzydł, na całe szczęście ryby jeszcze nie podzieliły jego losu. Nienawidzę tłustych rzeczy, niezbyt często odwiedzam restaurację typy Mc Donald’s, ale za to uwielbiam i nagminnie jem lody – czekoladowe, bakaliowe, malaga itd.  Jeśli chodzi o słodycze, to są takie dni, że mogę zjeść ich tonę oraz takie, że nie przełknę ani jednego ciastka, cukierka. Ostre potrawy natomiast mogę jeść codziennie – kawa z pieprzem cayenne, parówki sojowe z chili czy ostry sos do spaghetti, to pyszności ;D Nie przepadam za piciem czarnej herbaty, jednak zieloną i czerwoną mogę pić w hektolitrach.

12. Niezłą rozrywkę zapewniają mi również gry komputerowe -  zarówno typowo dziewczęce Simsy, jak również bardziej męskie RPG’i, strzelanki i bijatyki. Ostatnio mam wielką ochotę pograć w Wiedźmina 2, ale mój komputer wysiada, więc czekam do listopada, kiedy kupię sobie nowy ;)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, ale chciałam się podzielić, jak największą ilością tajemnic i sekretów ;P  Znając siebie zapomniałam jeszcze pary rzeczy, w końcu skleroza nie boli, a ja zdecydowanie wiem to bardzo dobrze. Do zabawy zapraszam Paulinę i Leslie ;)

wtorek, 7 czerwca 2011

S.A. Swann- Wilczy Amulet




Tytuł: Wilczy Amulet
Autor: S.A. Swann
Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 2011-04-05
Ilość stron: 382

 
Stereotyp to uproszczony obraz rzeczywistości, odnoszący się do grup społecznych, pojedynczych osób, danych sytuacji, funkcjonujący w świadomości społeczeństwa, dzięki wielokrotnemu powtarzaniu. Polacy dobrze znają to pojęcie, czego dowodem jest chociażby ich niechęć do Żydów. W związku z tym zjawiskiem nasuwa się pytanie: czy można uogólnić wszystko do jednej rzeczy ? Przecież ludzie różnią się od siebie i przykładowo nie każdy Polak to złodziej czy pijak. S.A. Swann pisząc Wilczy Amulet pokazał, że stereotypy nie odzwierciedlają prawdziwego obrazu rzeczywistości, więc nie można ich traktować do końca serio, jak to niektórzy mają w zwyczaju. Mogłoby się wydawać, że tylko literatura z wysokiej półki może coś przekazać, czegoś ludzi nauczyć, ale nie jest to prawdą, na co dowodem jest dzieło pana Swann’a, które mimo swej lekkości i gatunku, skłania czasem człowieka do myślenia i refleksji.

Rok 1353, Mazowsze. Zakon krzyżacki nie zapomniał o swoich niewolnikach, którzy postanowili zacząć życie z dala od swoich panów. Grupa wolfjegrów, w tym brat Josef, ściga bestię, która sieje zło i niszczy okoliczne wioski. Już wkrótce dojdzie do spotkania obu stron, które pokaże kto ma przewagę i zapoczątkuje ciąg zdarzeń, których czytelnik będzie naocznym świadkiem. 

Wilczy Amulet to zdecydowanie lepsza z części dylogii S.A. Swann'a. W nowszym dziele tego pisarza zabrakło chaosu i niepotrzebnego nieładu, jaki panował w poprzedniej książce - od początku wiedziałam wszystko, nie musiałam niczego się domyślać, kombinować i co najważniejsze nic mnie nie nudziło, bowiem historia Marii całkowicie mnie pochłonęła od pierwszej strony. O dziwo, ucieszyłam się, że historia w Wilczym Amulecie nie dotyczy Lilli, tylko kogoś innego, gdyż zazwyczaj lubię czytać serię o jednym bohaterze, a nie cykl książek, w którym każda część jest o kimś innym. Myślę, że to duża zasługa autora, który pokazał mi, że potrafi więcej i jak chce, to umie stworzyć książkę niemal doskonałą. Na pewno, to też duża zasługa samej bohaterki, która jest skromna, dobra i nieświadoma swojego pochodzenia.

Akcja w Wilczym Amulecie jest logiczna i wartka; widać, że Swann najpierw przemyślał sobie wszystko dokładnie, a dopiero później przelał to na papier - może wyciągnął jakieś wnioski z Wilczego Miotu. Tę część dylogii czyta się w zawrotnym tempie, myślę, że to zasługa ciekawych opisów i wątku romansowego, który nie odpycha czytelnika, a wręcz odwrotnie - jest to duży plus tego dzieła, oczywiście moim zdaniem. Osoby, które narzekały na niekiedy obrzydliwe opisy w pierwszej części, powinny się ucieszyć, gdyż w Wilczym Amulecie jest znacznie mniej takowych. Warto napisać, że historia Polski została zepchnięta na jeszcze dalszy plan, niż to miało miejsce w Wilczym Miocie i akurat w tym dziele(uwielbiam historię!) jest to dobre posunięcie, albowiem w pierwszej części było to powodem chaotyczności.

Zdecydowanie podoba mi się w tej książce narracja, a dokładnie to, że możemy poznać dane wydarzenie z kilku perspektyw, a nie tylko jednej, dzięki czemu mamy lepszy obraz sytuacji. Po raz kolejny Swann zastosował retrospekcje, z czego się bardzo ucieszyłam, bowiem są to bardzo ciekawe fragmenty powieści. Równie fajne jest to, że poznajemy myśli poszczególnych postaci, w ten sposób zgłębiając ich istotę, co umożliwia wyrobienie sobie odpowiedniego zdania na ich temat. Książka podzielona jest na trzy części, a rozdziały oznaczone są cyframi rzymskimi. Koniecznie muszę napisać, że niestety w tej części nie występują sentencje łacińskie, a szkoda, bo było to bardzo dobre rozwiązanie.  Po raz kolejny pochwalę wydawnictwo za czcionkę, która cieszy oko i idealne wpasowuje się w tematykę dzieła amerykańskiego pisarza polskiego pochodzenia.

Śmiało mogę polecić Wilczy Amulet osobom, które znają twórczość S.A. Swann’a, gdyż się nie rozczarują oraz innym czytelnikom, który mają chęć przeczytać dobrą książkę z elementami fantastyki i rzetelnie zarysowanym wątkiem miłosnym.

Ocena: 8/10

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka, za co serdecznie dziękuję :)

www.proszynski.pl

piątek, 3 czerwca 2011

Żelazny Król - Julie Kagawa


Tytuł: Żelazny Król
Autror: Julie Kagawa
Wydawca: Amber Wydawnictwo
Cykl: Żelazny Dwór
Premiera: 2011-03-22
Ilość stron: 351

Jako dziecko uwielbiałam czytać niesamowite historie, baśnie i legendy. Nawet nie pamiętam, kiedy to wszystko się zaczęło, ale niewątpliwie od najmłodszych lat fascynował mnie świat pełen nadprzyrodzonych istot, gdzie wszystko mogło się zdarzyć. Nadal bardzo ciepło wspominam tamte czasy, kiedy to nie mogłam oderwać się od Przygód Piotrusia Pana, Baśni Braci Grimm czy słynnej Alicji w Krainie Czarów. Niestety coraz częściej obserwuję, że dzieci zamiast przenosić się w świat pełen magii i czarów za pomocą książek, grają w rozmaite gry komputerowe czy siedzą godzinami przed ekranem telewizora. Od razu napiszę, że nie mam nic przeciwko takiej formie rozrywki - sama bardzo często gram w coś albo oglądam jakiś film, ale moim zdaniem co za dużo to niezdrowo. Poza tym trochę zasmuca mnie fakt, że większość dzieci prawie w ogóle niczego nie czyta, a tylko i wyłącznie korzysta z cudów techniki. No dobra, koniec moich wywodów i refleksji - czas na Żelaznego Króla.

Spróbujcie wyobrazić sobie świat pełen magii, niczym z starodawnych baśni i legend, gdzie żyją elfy, satyry, chochliki i inne nadludzkie stworzenia - zarówno te dobre, jak i złe. Do tego niesamowitego świata dodajcie odrobinę naszego codziennego życia, gdzie królują nauka i postęp techniczny. Gdy połączycie te dwie różne rzeczywistości, ujrzycie świat stworzony przez Julie Kagawa; świat piękny, choć niekiedy mroczny, gdzie wilk nie zawsze jest drapieżnikiem, a Czerwony Kapturek bezbronną ofiarą.

Książka opowiada historię szesnastoletniej dziewczyny, która nie jest zwykłą nastolatką z paczką przyjaciół i chłopakiem. Meghan Chase nie jest również kolejną słodką czirliderką zadufaną w sobie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Meghan to tylko prosta dziewczyna ze wsi, której jedynym przyjacielem jest Robbie. Jednak panna Chase to niezwykła młoda dama, która nie ma pojęcia o tym kim naprawdę jest, lecz wszystko zmienia się w dniu jej szesnastych urodzin, kiedy mały Ethan zostaje porwany, a przyjaciel Rob wyjawia jej prawdę o sobie, o otaczającym ich świecie i o niej samej. Od tej chwili Meggi musi zmierzyć się z nową rzeczywistością, co wcale nie będzie proste, bowiem będzie musiała stanąć oko w oko z zawiłym światem Elfów i innych dziwnych stworzeń oraz czekają ją trudne wybory, które zadecydują o tym, jak będzie wyglądać jej przyszłość.

Książka pani Kagawa niesamowicie mnie wciągnęła. Na każdym kroku czułam ten baśniowy klimat, który przywołał bardzo ciepłe wspomnienia z lat dziecinnych. Oczywistością dla mnie, jak i zapewne dla większości czytelników jest to, że Julie Kagawa inspirowała się m.in. Alicją w Krainie Czarów, Snem nocy letniej czy Przygodami Piotrusia Pana. Nawiązań do różnych fantastycznych książek jest wiele, np. Bohaterowie, chociażby Puk czy Oberon albo nazwa elfiej krainy - Nigdynigdy, która może kojarzyć się z Nibylandią. Niektóre osoby mogą nie być zachwycone tak dużą liczbą powiązań z innymi dziełami literackimi, ale ja nie należę do ich grona, albowiem te powiązania sprawiły, że znów poczułam magię tamtych wspaniałych książek. Poza tym autorka dodaje coś od siebie, dzięki czemu stworzyła naprawdę dobry paranormal romance, który nie jest taki płytki, jaki może się wydawać czytelnikom o innym guście literackim.

Akcja powieści jest odpowiednio stopniowana i wyważona, jednak nie oznacza to, że nie trzyma osoby czytającej w napięciu. Żelazny Król zaskakuje i pozostawia po sobie wiele pytań, na które odpowiedzi poznamy dopiero w kolejnych tomach. Książka ta kończy się w bardzo intrygującym momencie, co sprawia, że nie mogę doczekać się kolejnych części.

Bohaterowie powieści Julie Kagawa są różnorodni; niektórzy z nich nie mają przed nami prawie żadnych tajemnic, inni są dla Nas na razie zagadką. Myślę, że każdy znajdzie sobie swojego ulubieńca - ja takowych mam kilku. Chyba największą sympatią darzę Grimalkin'a - mądrego i gadatliwego kota, który w mojej wyobraźni przypominał pucowatego, szaro prążkowanego pogromcę myszy. Główna bohaterka również zasłużyła sobie na moje uznanie, a najbardziej jej dobre serce, spryt i upór, gdyż jak czegoś chciała, to umiała postawić na swoim. Bezsprzecznie w zaszczytnym gronie moich faworytów nie mogło zabraknąć mrocznego i niebezpiecznego księcia - Ash'a, który przyciągnął mnie jak magnes, tym swoim zachowaniem typu 'bad boy'. Jest jeszcze jedna postać, którą bardzo polubiłam za jej lojalność, sarkazm i psoty - oczywiście mowa teraz o Puk'u.

Na wielką pochwałę zasługuje wydawnictwo, bowiem okładka, jak i wnętrze książki są przepiękne. Aż miło się czyta, gdy widzi się tak ładnie ozdobione kartki. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo zachowało tym razem oryginalne okładki. Jeśli jestem już przy bardziej technicznych kwestiach to narratorem książki jest Meghan, a cała powieść podzielona jest na trzy części. Narracja powieści jest moim zdaniem bardzo dobrze prowadzona i przyjemnie się to wszystko czyta. Ponadto Żelaznego Króla cechuje świetny humor i różnego rodzaju komizm.

Julie Kagawa napisała bardzo dobrą książkę, którą mogę bez cienia wątpliwości polecić wszystkim miłośnikom fantasy, romansów paranormalnych, baśni i legend. Myślę, że czytelnicy nie powinni się zawieść na tej powieści  - jedyną rzeczą, która może im przeszkadzać jest inspiracja autorki innymi, świetnymi historiami. Mimo wszystko uważam, że osoby, które sięgną po dzieło pani Kagawa bardzo miło i przyjemnie spędzą czas z tą wciągającą lekturą.

Ocena: 9,5/10

niedziela, 29 maja 2011

Wilczy Miot - S.A. Swann



Tytuł: Wilczy Miot
Autor: S.A. Swann
Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 2010-11-09
Ilość stron: 383

W ostatnim czasie dość często czytam książki, których czołowymi postaciami są wilkołaki. Nie inaczej było z ostatnim dziełem, jakie miałam okazję dorwać w swoje ręce. Wilczy Miot autorstwa S.A. Swann to właśnie opowieść o wilkołaczycy - Lilii i jej życiu pod czujnym okiem Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie - w Polsce bardziej znanego jako Zakon krzyżacki.

Jako osoba, która bardzo lubi historię, niezmiernie ucieszyłam się z faktu, że będę miała okazję przeczytać książkę, która osadzona jest w realiach historycznych. Pełna entuzjazmu zabrałam się za dzieło Swann'a, mimo że okładka nie zachęcała mnie swoim wyglądem, lecz w końcu nie ocenia się czegoś po opakowaniu - doskonałym przykładem na to są Dary Anioła, których szkaradne(w większości) grafiki nieodzwierciedlają wspaniałej treści.

Akcja powieści ma miejsce w trzynastowiecznych Prusach, gdzie Krzyżacy w okrutny i bezwzględny sposób nawracają pogan. W tej trudnej walce wysłannikom Boga pomagają istoty o nadludzkich zdolnościach, które nie mają przed niczym zahamowań, bowiem są one ślepym narzędziem w rękach swoich panów. Wszystko jednak ma swój kres. Kiedy brat Erhard opuszcza Johannisburg, osiemnastoletnia Lilia postanawia wykorzystać swoją szansę i ucieka z więzienia, jakim dla niej jest krzyżacka twierdza. Ale czy Lilia zdoła powstrzymać swoją wilczą naturę i ucieknie od mrocznej przeszłości ? Czy wilkołaczyca nie skrzywdzi tych, na których jej najbardziej zależy ? Oczywiście odpowiedź na te pytania znajdujemy w książce, która porusza różne problemy, m.in. moralności i wiary. Niewątpliwie dzieło Swann'a nie jest sielanką, która nie ukazuje prawie nic istotnego.

Moje początki z tą książką były dość ciężkie, albowiem powieść początkowo była dla mnie nudna i chaotyczna; na całe szczęście później historia Lilii mnie wciągneła, co było możliwe, dzięki przyspieszeniu akcji przez autora i wprowadzeniu niezwykle ciekawych retrospekcji. Niestety moim zdaniem S.A. Swann nie wykorzystał całego potencjału drzemiącego w swoim dziele, gdyż nie opisał życia zakonników, nie przedstawił ich sylwetek w sposób szczegółowy, tylko sprowadził wszystko, tak naprawdę, do historii miłosnej, ale ku mojej uciesze uświadamiamy to sobie dopiero pod koniec utworu. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron byłam niemalże pewna, że autor skupi się na walce z wilkołakami oraz innowiercami. Jak się później okazało byłam w błędzie, bo pisarz poszedł innym torem. Nie mogę mu jednak zarzucić, że jego opowieść jest ckliwa i słodka , bowiem świat stworzony przez pana Swann'a jest brutalny, okrutny; nikt tu praktycznie nie ma współczucia i litości, na prawie każdym kroku leje się krew, kończyny oddzielane są od reszty ciała. Kwestią, która zasługuje na większą uwagę jest to, że amerykański twórca literacki w swoim dziele ukazał niekoniecznie pozytywny obraz duchowieństwa i członków zakonu. Moim zdaniem Swann bardzo dobrze oddał realia tego średniowiecznego okresu, kiedy to siłą narzucano wiarę chrześcijańską plemionom pogańskim.

No dobra, teraz przyszła kolej na to, by napisać coś o narracji, języku, wydaniu książki. Po pierwsze narracja jest trzecioosobowa, dzięki czemu mamy wgląd w uczucia niemalże wszystkich bohaterów oraz poznajemy ich myśli. Taka narracja daje nam większe pole do działania. W tej powieści bardzo podobały mi się łacińskie sentencje wraz z tłumaczeniami, które pojawiały się co jakiś czas. Godna pochwały jest również czcionka, która jest bardzo przyjemna dla oka.

W zasadzie od tego powinnam zacząć, ale jakoś mi to umknęło. W ujęciu pana Swann'a wilkołaki to nie stworzenia, które pod wpływem mocy księżyca zmieniają się w krwiożercze potwory. Tym, co różni wizję amerykańskiego pisarza polskiego pochodzenia od stereotypowego obrazu wilkołaka jest to, że istoty te mogą bez większego problemu przeistaczać się w bestię, która kryje się w ich wnętrzu. Jedynym ograniczeniem wilkołaków Swann'a jest srebro, które uniemożliwia im transformację oraz jest dla nich śmiercionośną bronią, jeśli ktoś potrafi jej właściwie użyć. 

Mimo, że książka ma kilka wad, to jest całkiem przyjemną lekturą, aczkolwiek nie powiem, żeby historia Wilczego Miota cały czas trzymał mnie w napięciu oraz że podczas czytania tego dzieła literackiego zachwycałam się wszystkim na każdym kroku.  Polecam tę książkę osobą, które lubię fantastykę lub historię, chcą przeczytać powieść, gdzie kałuże krwi można ujrzeć niemal wszędzie.

Ocena: 6/10

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka, za co serdecznie dziękuję :)

piątek, 27 maja 2011

Miasto Upadłych Aniołów - Cassandra Clare



Tytuł: Miasto Upadłych Aniołów
Autor: Cassandra Clare
Wydawca: MAG Wydawnictwo
Cykl: Dary Anioła
Premiera: 2011-05-18
Ilość stron: 433

Czy kiedykolwiek dopadła Was taka niemoc, że nie mogliście napisać jednego zdania ? Czy kiedykolwiek byliście pod tak wielkim wrażeniem, że wydawało się Wam, że żadne słowo nie odda tego, co czujecie ? Jeśli Wasza odpowiedź jest twierdząca, to wiecie, co zawsze odczuwam po przeczytaniu każdej książki z serii Dary Anioła pióra Cassandry Clare. Kiedy skończyłam czytać Miasto Upadłych Aniołów, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić - nie chciało mi się pić, jeść, spać; chciałam tylko czytać dalej, lecz nie mogłam, bo nie było już czego czytać.

Wraz z najnowszym dziełem wspaniałej pisarki, którą niewątpliwie jest Cassandra Clare, czytelnicy na całym świecie przenieśli się z powrotem do magicznego świata Nocnych Łowców, świata innego niż wszystkie, gdzie nieodzownie miesza się miłość z nienawiścią, radość ze smutkiem, szczęście z rozpaczą...

Krwawa wojna się skończyła, zło zostało zniszczone, a zagrożenie zażegnane. Świat jest bezpieczny, bowiem zapanował pokój między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi. Nastoletnia Clary nareszcie może wrócić do domu i cieszyć się nowym życiem ze swoim chłopakiem - Jace'm i paczką wiernych przyjaciół. Wszystko zaczyna się układać - Clary rozpoczyna szkolenie Nocnego Łowcy, spędza miłe chwile z Jace'm, Alec wyjechał na błogie wakacje z Magnus'em, a Simon umawia się z dwiema pięknymi dziewczynami - Izzy i Maią, które nie mają zielonego pojęcia o tym, co wyprawia Chodzący za dnia. Wydaje się, że zło zniknęło na zawsze, że nic nie zburzy tej harmonii i szczęścia, jednak owa sielanka nie może trwać wiecznie. Ktoś chce zniszczyć panujący spokój; Nowym Jorkiem wstrząsa fala zabójstw, których ofiarami padają byli członkowie Kręgu Valentine, Jace odsuwa się od Clary z niewiadomych jej powodów, w mieście pojawia się starożytna wampirzyca Camille (niektórym dobrze znana z Diabelskich/Piekielnych Maszyn),a Simon zostaje uwikłany w sieć tajemniczych intryg.

Książki Cassie są niezwykle wciągające, trzymają czytelnika w napięciu do ostatniej strony, linijki, wyrazu. Miasto Upadłych Aniołów i reszta dzieł pani Clare to jedne z najlepszych książek dla młodzieży (i nie tylko - mam 18 lat) na całym świecie. Ich czytaniu nieodłącznie towarzyszy doza silnych emocji, które sprawiają, że czytelnik zatraca się w pięknej historii, magicznych opisach, nietuzinkowych bohaterach.

Miasto Upadłych Aniołów jest książką niezwykłą pod wieloma względami, więc nic dziwnego, że będę słodzić na każdym kroku i mam nadzieję, że wybaczycie mi tę cukierkowość, albowiem inaczej nie umiem pisać o Darach Anioła.

Na samym początku muszę napisać o tym, że książka dzieli się na dwie części, a każdą z nich poprzedza fantastyczny cytat, idealnie dobrany do treści danego fragmentu opowieści o Nocnych Łowcach, wampirach, wilkołakach i innych nadnaturalnych stworzeniach. Mi osobiście bardzo podoba się drugi z zamieszczonych cytatów - jest w nim coś, co mnie głęboko ujęło i sprawiło, że nie mogę o nim zapomnieć.

"Nic nie jest za darmo. Za wszystko trzeba zapłacić. Za każdą korzyść płaci się inną rzeczą. Za każda życie - śmiercią. Nawet za twą muzykę, o której tyle słyszeliśmy, trzeba było zapłacić. Zapłatą za tę muzykę była twoja żona. Piekło jest teraz zadowolone." 

Pierwsza z owych części jest, tak jakby, wprowadzaniem, które ma zaznajomić z obecną sytuacją czytelnika, natomiast druga z nich to prawdziwa, dynamiczna akcja, która wciąga i pędzi niczym huragan. Uważam, że nikt nie może narzekać na to, że książka jest nudna, że nic ciekawego się nie dzieje. Pani Clare stworzyła bardzo interesującą i intrygującą historię, która zaskakuje czytelnika na każdym kroku. MUA dostarcza miłośnikom książek silnych wrażeń i budzi niesamowite emocje, bowiem panujące napięcie w książce jest ogromne. Rzeczą za którą można zarówno kochać, jak i nienawidzić Cassandrę Clare jest to, że pisarka najpierw nakręca czytelnika, potęgując cały czas napięcie, by następnie przerwać wszystko w najbardziej oczekiwanym przez niego momencie i przejść do kolejnej sprawy, a dopiero później wrócić do tego, co zaczęła wcześniej. Nie inaczej jest w Mieście Upadłych Aniołów, czego najlepszym przykładem jest samo zakończenie powieści, które doprowadza mnie niemal do szaleństwa, ponieważ na następną część muszę czekać kolejny rok. Punktem rozpoznawczym całej serii Cassie jest niesamowity humor, który wywołuje śmiech, a nawet doprowadza do łez. W najnowszej części DA znów możemy podziwiać sarkazm i ironię Jace, czytać rewelacyjne dialogi bohaterów i być świadkiem przezabawnych scen.

Bohaterowie Darów Anioła są postaciami złożonymi, dobrze dopracowanymi przez autorkę. Każdy z nich czymś się wyróżnia, jednych lubimy bardziej od innych. Nie ulega wątpliwości, że bohaterowie książek Cassandry Clare budzą różnorodne, czasem skrajne uczucia - od miłości i tolerancji po wstręt i nienawiść. Nie są to postacie, które przechodzą niezauważone, gdyż każdy z nich pozostawia coś po sobie, coś za co je uwielbiamy albo nie znosimy. Najbardziej lubianym przeze mnie bohaterem serii jest oczywiście Jace Wayland, jak ktoś woli Herondale. Kocham tę postać przede wszystkim ze względu na jego specyficzny styl bycia, który podziwiam na każdym kroku. Jace jest bardzo, ale to bardzo złożonym bohaterem, co doskonale widać w najnowszej powieści Clare. Postacią, której wręcz nie mogłabym nie polubić jest Clary - w końcu przez pierwsze trzy tomu, to właśnie wokół niej kręciła się cała akcja, co pozwoliło mi bardzo dobrze poznać jej wady, jak i zalety. Uważam, że w Mieście Upadłych Aniołów panna Fray nadal ewoluuje, moim zdaniem zmienia się na lepsze, bowiem nie jest to już ta sama, poniekąd ciamajdowata dziewczyna; Clary staje się Nocnym Łowcom z krwi i kości, a jej charakter nabiera ostrości. Jednak największą przemianę przeszedł Simon, którego nawet polubiłam. Oczywiście owa metamorfoza ma duże powiązanie z jego transformacją w wampira oraz naznaczeniem go przez Clary znakiem Kaina. Nigdy nie przypuszczałam, że z szarego Simona zrobi się taki wielki amant. Drugie oblicze odkrywa również przed nami Izzy, która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie pod koniec książki. Niestety nie było mi dane zbyt długo podziwiać w akcji Magnus'a i Alec'a, albowiem ci fantastyczni bohaterowie pojawiają się dopiero w połowie książki. Mimo że krótko śledziłam poczynania tej dwójki, doskonale mogłam zaobserwować łączące ich uczucie, które jest mocne i prawdziwe. Muszę przyznać, że byłam mocno zaskoczona zachowaniem młodego Lightwood'a, bowiem nie spodziewałam się tego po nim - oczywiście była to miła niespodzianka, której Wam nie zdradzę. Na koniec moich refeksji na temat bohaterów napiszę tylko, że jak nie lubiłam Jocelyn, tak nadal jej nie lubię i wątpię, żeby mój stosunek do niej uległ zmianie w kolejnych częściach.

Teraz kilka słów o języku i wydaniu MUA. Książki Cassie charakteryzuje wspaniały, perfekcyjny, niezwykle barwny styl i język; jej powieści czyta się szybko i przyjemnie. Pani Clare jest dla mnie jedną z najlepszych pisarek książek młodzieżowych, bowiem potrafi stworzyć wciągający i piękny świat, który czaruje mnogością fantastycznych opisów, świetnymi partiami dialogowymi. Miasto Upadłych Aniołów nie różni się na tym polu od innych dzieł Cassandry Clare, gdyż książkę tą czyta się w zawrotnym tempie, spijając każde słowo autorki. Dzięki zastosowaniu narracji trzecioosobowej lepiej poznajemy bohaterów oraz mamy większą wiedzę o świecie wykreowanym przez Cassie Clare. Według mnie ta 3.os. narracja sprawia, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Niestety tak wielu komplementów nie mogę posłać w stronę wydawnictwa. Okładka książki jest paskudna, odpycha potencjalnego czytelnika. Facet z grafiki to podobno Simon, ale w takim razie gdzie zniknął Znak Kaina ? Gdy patrzę na tę okładkę, zastanawiam się czy przypadkiem nie zrobił jej jakiś amator, bo jak wytłumaczyć ten zmiażdżony palec oraz minę człowieka, który ma problemy żołądkowe ? Wiem, że grafika książki nie jest najważniejsza, ale wydawnictwo mogło się bardziej postarać i zrobić przynajmniej grzbiet książki taki jak należy, a nie MUA nijak nie pasuje do poprzednich części. Na słowa krytyki zasługuje również tłumacz, bowiem o pomstę do nieba woła odmiana imienia Jace - nie będę dawać przykładów, bo moja klawiatura tego po prostu nie wytrzyma.

Jako wielka fanka Darów Anioła i twórczość Cassandry Clare zachęcam wszystkich czytelników do sięgnięcia po to unikatowe dzieło jakim jest Miasto Upadłych Aniołów. Jest to książka naprawdę niezwykła i mimo że nie podobało mi się to, w jaki sposób zakończyła opowieść pani Clare, MUA zasługuję na same najwyższe noty.

Ocena: 10/10 - szczerze powiedziawszy dla tej książki, jak i całej serii nie ma odpowiedniej skali ocen, ale niezależnie jaką bym wybrała, to zawsze byłaby to najwyższa możliwa nota.

środa, 25 maja 2011

Zazdrość - Lili St. Crow




Tytuł: Zazdrość
Autor: Lili St. Crow
Wydawca: Amber Wydawnictwo
Cykl: Inne Anioły
Premiera: 2011-03-29
Ilość stron: 318


Kolejny raz miałam okazję czytać książkę o przygodach Dru Anderson - swietoczy, która po śmierci ojca oraz próbie zamachu w poprzedniej szkole trafia nareszcie do bezpiecznego miejsca jakim jest Prima schola. Ale czy oby na pewno nowa schola jest tak bezpieczna na jaką wygląda ? O tym i paru innych sprawach dowiedziałam się zgłębiając fabułę Zazdrości,która mimo wszystko była dość ciekawą książką, która pochłonęłam w kilka godzin.

Akcja powieści, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Zdrady, rozpoczyna się w momencie, gdy Dru razem z Gravesem trafia do nowej szkoły, która ma być odpowiednim i bezpiecznym dla młodej swietoczy miejscem. Oczywiście Chris po raz kolejny znika i pojawia się dopiero w końcowej fazie utworu, co znów mi się bardzo nie podobało i jest to jeden z dwóch zarzutów wobec tej książki. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam, niekiedy aroganckiego, innym razem szarmanckiego, Christophe. Na całe szczęście autorka wynagrodziła mi swój nietakt, bowiem tych kilka scen Chrisa z Dru czytałam z zapartym tchem. Naturalnie kolejnym minusem powieści jest Graves oraz głupia i nieobliczalna natura Dru. Niezwykle irytowały mnie fragmenty, kiedy to Graves był razem z Dru, które moim, jak zwykle skromnym zdaniem były mdłe - jakoś za nim nie przepadam; jak dla mnie jest dobrym przyjacielem, ale oprócz tego nie robi nic pożytecznego, tylko mąci i miesza w życiu Dru. Zaiste sama panna Anderson nie wie czego tak naprawdę chce od życia, co było dla mnie niezwykle irytującym faktem. Cały czas zadaję sobie pytanie, gdzie podziała się ta wojownicza, zadziorna łowczyni, która umiała postawić na swoim, jeśli czegoś mocno chciała. Wracając z powrotem do akcji, to początkowo wszystko idzie jakoś opornie, ale później historia się rozkręca i nabiera całkiem szybkiego tempa. Ku mej radości autorka poniekąd wyjaśniła kwestię matki Dru - Elizabeth, bowiem dowiedziałam się m.in. kto ją wydał, no i paru innych ciekawych rzeczy. Zdecydowanie muszę pochwalić autorkę za kilka spraw; po pierwsze nie czytamy, co chwila o tym, że Dru chce się siusiu(max.5-6 razy), co było problemem dla niektórych czytelników; po drugie Lili st. Crow należą się wielkie gratulacje za... humor, bowiem w książce było wiele momentów, które doprowadziły mnie niemal do łez.

Nawiązując po raz kolejny do poprzedniej części, w książce pojawia się sporo nowych postaci, które choć nie są na razie kluczowymi bohaterami serii, to warto o nich wspomnieć. Bez wątpienia osobnikami, których polubiłam byli dwaj strażnicy Dru, a mianowicie Benjamin i Leontes(Leon), którzy mimo swojego sztywnego zachowania, potrafili być równie mocno zabawni. W miarę dużą rolę w utworze odgrywała rada Zakonu, do której należeli m.in. Bruce(tymczasowy przewodniczący) i Hiro, czyli bohaterowie, których również obdarzyłam sympatią(zwłaszcza tego drugiego). Głównodowodzącą owej rady jest dobrze nam znana Milady Anna, której miałam ochotę poważnie skopać tyłek. Oczywiście oprócz nowych postaci w książce pojawiają się starzy towarzysze broni - chociażby Shanks, Dibs czy też wilkołak Ash, którego 'wątek' był naprawdę dobry.

Teraz przyszła kolej na sprawy natury technicznej. Język i styl serii utrzymuję się na tym poziome , co zawsze, ale mimo swojej prostoty nie jest to słaby punkt powieści. Jak już wcześniej wspomniałam ogromnym plusem książki jest humor, ale nie jest to jedyny pozytywny aspekt dzieła pani St. Crow, albowiem sposób narracji(1.os) oraz stosowana niekiedy przez autorkę retrospekcja sprawiają, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Niektórzy mogą się przyczepić, że okładka Zazdrości nie współgra kolorystycznie z poprzednimi książkami serii, ale szczerze powiedziawszy nie jest to jakaś wielka katastrofa.

Zazdrość mimo swoich kilku wad jest książką interesującą i ciekawą, aczkolwiek wciągnęłaby mnie jeszcze bardziej, gdybym od początku mogła podziwiać Chrisa w akcji - mojego ulubionego bohatera całej serii. Myślę, że miłośników tego dampira ucieszy fakt, że Christophe pokazał 'nowe' oblicze, które jeszcze bardziej wzmocniło moją sympatię dla tej postaci. Liczę na to, że autorka w kolejnych tomach rozegra wszystko po mojej myśli i nie zrobi mi przykrej niespodzianki na koniec, bowiem po przeczytaniu ostatniej strony Zazdrości jestem pewna, że Lili St. Crow ma jeszcze parę asów w rękawie.

Polecam trzeci tom serii wszystkim jej fanom, którzy nie powinni się rozczarować, mimo że Zazdrość okazała się moim zdaniem nieco gorszą książką niż jej poprzedniczka.

Ocena: 7,5/10

wtorek, 24 maja 2011

Wschodzący księżyc - Keri Arthur




Tytuł: Wschodzący księżyc
Autor: Keri Arthur
Wydawca:  ERICA Instytut Wydawniczy
Cykl: Zew nocy
Premiera: 2011-03-09
Ilość stron: 400

Keri Arthur to kolejna australijska pisarka, której twórczość mogłam podziwiać ostatnimi czasy. Jej dziewięciotomowy cykl o przygodach Riley Jenson - pół wampirze,  pół wilkołaku  - zdobył uznanie i fanów na całym świecie.

Pierwszą częścią serii o Riley jest Wschodzący księżyc, który w niesamowity sposób umilił mi kilka godzin życia w ostatnim czasie, a dokładnie wczoraj. Po zapowiedziach oczekiwałam historii wciągające, intrygującej, która skierowana jest przede wszystkim do nieco starszych, dojrzalszych czytelników, czyli takich, którzy ukończyli już osiemnaście lat. Już na początku muszę napisać, że nie rozczarowałam się tym, co zastałam, bowiem książka pani Arthur nie jest wcale skierowana do młodzieży poniżej osiemnastego roku życia, chociaż myślę, że siedemnasto- i szesnastolatką Wschodzący księżyc w równie dużym stopniu powinien przypaść do gustu; w końcu w naszych czasach dzieci szybciej dojrzewają do 'pewnych' spraw.

Główną bohaterką jest wspomniana przeze mnie wcześniej Riley Jenson, która jest dość nietypowym połączeniem wampira z wilkołakiem, zresztą tak samo jak jej brat bliźniak Rhoan. Cała historia rozpoczyna się poniekąd w momencie, kiedy Rhoan znika w trakcie trwania jednej ze swoich misji(rodzeństwo Jensen pracuje w Departamencie Innych Ras w Melbourne), a Riley spotyka przed swoim mieszkaniem niezwykle pociągającego, tajemniczego i nagiego wampira. Później cała akcja nabiera tempa, choć nie do końca, ale o tym napiszę później. W miarę posuwania się akcji do przodu, nasza bohaterka zostanie wplątana w wir dziwnych i niebezpiecznych spraw, które niejednokrotnie wywrócą jej świat do góry nogami.

Świat stworzony przez Keri Arthur nie jest światem małych, grzecznych dziewczynek bawiących się lalkami. Rzeczywistość otaczająca Riley Jenson ocieka brutalnością, namiętnością, seksem. W pewnym momentach miałam wrażenie, że czytam harlequin, co było dość dziwne, zważywszy na fakt, że nigdy nie miałam styczności z  taką książką; w sumie, to chyba jest moim błędem, bo w tej chwili mogłabym porównać Wschodzący księżyc do tego typu dzieł. Czytając, doskonale widać, że autorka nie ma zahamować, że jest to książka dla starszych czytelników, bowiem seks jest niemal wszędzie, a nawet jeśli nie 'czytamy' scen miłosnych, to w powietrzu  wyczuwalny  jest podtekst erotyczny. Niektórym osobom może przeszkadzać tak duża ilość seksu, ale ja się do nich nie zaliczam, albowiem uważam, że w niektórych książkach pikanterii i perwersji nigdy za wiele. Nie wiem jak inne osoby, które już czytały dzieło Keri Arthur, ale ja miałam wrażenie, że to seks odgrywa główną rolę, a cała akcja jest zepchnięta na drugi plan, że jest tak jakby tylko tłem do tego wszystkiego. Początkowo trochę mi to przeszkadzało, ale końcówka mi wszystko zrekompensowała, gdyż to na samym końcu, tak naprawdę, autorka wyjawia nam większość niewiadomych. Muszę przyznać, że Wschodzący księżyc jest jedną z nielicznych książek, które potrafiły mnie zaskoczyć niemal w każdej sytuacji. Autorka niejednokrotnie sprawiła, że byłam zdziwiona tym, co się działo; w pewnych momentach naprawdę myślałam, że odgadłam zamysł autorki, ale jak się później okazywało, nie mogłam się bardziej pomylić. Historia Riley Jenson jest niezwykle interesująca i wciągająca, a intryga wymyślona przez autorkę do tej pory, w większej części, pozostaje dla mnie zagadką, przez co jeszcze bardziej nie mogę doczekać się kolejnej  książki z serii.

Bohaterowie stworzeni przez Keri Arthur mają w sobie coś, co ciekawi i w pewnym sensie intryguje czytelnika, bowiem nie każda postać jest w rzeczywistości taka na jaką wygląda. Niektórzy z bohaterów mają swoje drugie oblicze, którego nikt się nie domyśla, gdyż maska którą przywdziali jest niemalże perfekcyjna, przez co wszystko jest jeszcze bardziej fascynujące.

Główna bohaterka powieści jest istotą silną, zdeterminowną, pewną siebie. Panna Jensen jak już na początku wspomniałam jest mieszańcem, jednakże w jej przypadku wilcza natura dominuje nad jej wampirzą częścią(odwrotnie niż u jej brata). Riley jest śmiała i nie wstydzi się swojego ciała, podobnie jak reszta wilkołaków. Dzięki Keri Arthur mogłam bardziej poznać te istoty, gdyż do tej pory nie miałam ku temu większej okazji(Jacob Black jakoś nie był dobrym do tego okazem). Oczywiście muszę zaznaczyć, że autorka miała swój własny pomysł na te nadnaturalne stworzenia, bowiem przedstawienie wilkołaka w jej powieśći odbiega od stereotypowego krwiożerczego monstrum. Zaprezentowanie wilkołaków jako istoty 'otwarte' i frywolne sprawiło, że nawet polubiłam te stworzenia, do których jakoś wcześniej nie czułam krzty sympatii. Wracając do naszej bohaterki, jednym z jej punktów rozpoznawczych jest cięty, ostry jak brzytwa, niejednokrotnie sprośny język. Wprost uwielbiam, gdy dana bohaterka ma silną osobowość, wie czego chce i wytrwale wręcz uparcie dąży do celu. Obecnymi partnerami seksualnymi Riley są Talon - arogancki, władczy, bezczelny osobnik i Mischa, który jest przeciwieństwem poprzedniego, bowiem jest delikatny i szarmancki. Kolejną ważną postacią w książce, jak i dla samej Riley jest tajemniczy, nagi wampir Quinn O'Conor(dorzucić jedno n i mamy przystojnego Paula Walkera w Szybkich i Wściekłych). Quinn jest niezwykle bogatym 'mężczyzną', mieszkającym na co dzień w Sydney, który podczas swojego pobytu  w Melbourne, całkiem sporo namieszał w życiu seksownej pół wampirzycy. Moim zdaniem stosunek Quinna do Riley wydaje się poniekąd taki prawdziwy, taki jaki mógłby zaistnieć w realnym życiu - nie chcąc spoilerować nie mogę Wam dokładnie wyjaśnić, co mam na myśli, ale mam nadzieję, że jakoś zrozumiecie ideę tego sformułowania. Jeśli ktoś liczy na romantyczne i ckliwe sceny, to muszę mu powiedzieć, że się rozczaruję, bowiem powieść Arthur nie ma w sobie nic z delikatności, jeśli chodzi o te sprawy - przynajmniej na razie.

Odnośnie spraw bardziej natury technicznej, to nie mam do nich większych zastrzeżeń - może wolałabym odrobinę większy format książki, ale nie był to dla mnie jakiś ogromny kłopot. Język i styl mimo swej prostoty i częstej wulgarności nie był również dla mnie problemem. Narracja w powieść jest 1.os i mimo że to ogranicza nam 'pole widzenia', to przyjemnie się czyta te spostrzeżenia, uwagi Riley. Świat widziany jej oczami jest interesujący, a poza tym taka narracja pozwala nam lepiej poznać główną bohaterkę.

Świat Riley i jej  'przyjaciół' zaintrygował mnie w bardzo dużym stopniu i już nie mogę się doczekać, by wziąć kolejną część w moje ręcę. Jestem ogromnie ciekawa jak potoczy się dalej cała ta historia, co jeszcze szykuję dla Nas autorka. Polecam książkę Keri Arthur osobą, które mają  już dość mdłych i cukierkowych opowieści, a chcą przeczytać naprawdę pikantną historię, w której seks odgrywa główna rolę. Myślę, że Wschodzący księżyc spodoba się fanom serii Łowca Gildii Nalini Singh, której osobiście jestem wielką wielbicielką.

Ocena: 8,5/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...